Autorka artykułu: Agnieszka M. Polak
Nie odkrywamy tu nic nowego. Już starożytni Grecy mówili o trzech filarach medycyny: leczeniu, trosce i nadziei. Asklepios symbolizował lekarza, Hygieia - opiekę, a Panakeia – marzenie o lekarstwie na wszystkie choroby. Ta triada przypomina, że sztuka leczenia i sztuka troski nigdy nie istniały osobno. Tak było kiedyś i tak pozostaje do dziś.
Czy można leczyć człowieka, widząc w nim wyłącznie przypadek kliniczny? To jedno z fundamentalnych pytań współczesnej medycyny, która coraz częściej funkcjonuje na styku technonauki, administracji i ekonomii. Redukcja pacjenta do jednostki chorobowej, „przypadku”, „przypadłości”, „kodu ICD”, nie jest jedynie błędem epistemologicznym. Jest także błędem etycznym, bo zaciera podstawową prawdę: że choroba zawsze przydarza się komuś, a nie czemuś. Czy można troszczyć się o chorego, nie słysząc jego lęku? Od najwcześniejszych form praktyki leczniczej obok siebie rozwijały się dwa filary opieki: medycyna lekarska i pielęgniarstwo. Przez lata układ był prosty: lekarz podejmował decyzje, a pielęgniarka dbała o to, by zostały wykonane. Tak działała hierarchia, która dla jednych była oczywista, a dla innych krzywdząca. Dziś coraz częściej mówi się o partnerstwie. To nie odbiera lekarzowi roli decydującej, ani pielęgniarce troski o codzienną opiekę. Zmienia się coś głębszego: sposób myślenia. Bo leczenie bez troski nie wystarcza, a troska bez leczenia nie ma mocy. To właśnie dlatego więź między lekarzem a pielęgniarką staje się fundamentem opieki nad pacjentem i powoli kształtuje nową kulturę medycyny.
Hierarchia nie była przypadkiem. Wynikała także z tego, że kobietom przez długi czas zamykano drogę do wyższego wykształcenia. Dlatego w wyobraźni społecznej pielęgniarka, zawsze kobieta, była kimś, kto nie studiuje, ale kto ma powołanie. Miała opiekować się pacjentem w cieniu lekarza. Dopiero rozwój szkół i uczelni medycznych zaczął przesuwać tę granicę.
Na papierze wszystko wygląda jasno: lekarz diagnozuje i leczy, pielęgniarka obserwuje, planuje opiekę, edukuje, interweniuje w kryzysie. Razem tworzą zespół, w którym każdy zna swoją rolę. Ale codzienność bywa inna. Brakuje ludzi, dyżury ciągną się godzinami, dokumentacja pochłania więcej czasu niż rozmowa z pacjentem. Napięcie między hierarchią a partnerstwem nie zniknęło i rodzi frustracje po obu stronach. Cel pozostaje ten sam: dobro chorego. Ale w praktyce łatwo się zatraca, gdy system zmusza do pośpiechu, dokumenty stają się ważniejsze niż rozmowa, a zmęczenie przesłania empatię. Z jednej strony pacjent, zagubiony i wściekły w zawiłościach systemu. Z drugiej lekarz i pielęgniarka, sfrustrowani i bezsilni. Dwie strony, jeden cel, a mimo to wszyscy przegrywają.

Czy współczesna medycyna wygląda jak na zdjęciach ze stocka? Uśmiechnięci lekarze i pielęgniarki w korytarzu, dłonie w kształcie serca? Każdy, kto choć raz leżał w szpitalu, wie, że nie. Ale właśnie ta rozbieżność odsłania sedno problemu: ideały humanizmu w medycynie są realne, tylko system utrudnia ich realizację. Pytanie brzmi: jak długo jeszcze?
W 1978 roku Deklaracja z Alma-Aty mówiła jasno: zdrowie to prawo człowieka, a nie przywilej. WHO i UNICEF podkreślały wagę współpracy i równą rolę lekarzy, pielęgniarek, położnych. Brzmiało to jak rewolucja. Ale rewolucja nie nadeszła. Hasło ‘zdrowie dla wszystkich’ do dziś pozostaje obietnicą, a nie rzeczywistością. I może właśnie dlatego warto wracać do tamtych słów, bo pokazują, że współpraca nie jest dodatkiem do systemu. To fundament, bez którego system rozsypuje się w praktyce.
Warto ten proces zobrazować. Chory człowiek przypomina podróżnika, którego choroba zmusza do wejścia na nieznaną drogę. Opieka zdrowotna jest mapą tej drogi, a lekarze i pielęgniarki są towarzyszami w wędrówce. Na tym szlaku pojawiają się przepaście lęku i cierpienia. Wtedy potrzebny jest most. To pielęgniarka lub pielęgniarz najczęściej go budują poprzez swoją obecnością i codzienną troską. Dzięki temu pacjent nie zostaje sam na drodze przez chorobę. Asklepios, Hygieia i Panakeia tworzą trzy filary mostu, po którym przechodzi pacjent. Leczenie, troska i nadzieja to nie konkurencja, ale podpory. Bez jednej z nich konstrukcja się chwieje.
Kiedy w 2020 roku wybuchła pandemia COVID-19, okazała się testem, którego system nie zdał. Najpierw lekarzy i pielęgniarki okrzyknięto bohaterami, a chwilę później obarczano winą za chaos. Autorytet medycyny kruszył się na oczach wszystkich – między sprzecznymi komunikatami, fake newsami i politycznymi naciskami. Pacjenci tracili zaufanie, a personel – siły. COVID-19 przypomniał jednak, że medycyna nigdy nie była dziełem samotnych autorytetów. Zawsze była i będzie sztuką współpracy. Przez wieki żyliśmy obrazem genialnego lekarza, który sam walczy z chorobą. Ale obok niego zawsze stała pielęgniarka, rodzina, wspólnota. To właśnie współdziałanie, decyzja lekarza, troska pielęgniarki, obecność drugiego człowieka, tworzyło i tworzy prawdziwą siłę medycyny. Warto rozważyć, czy po pandemii naprawdę potrafimy na nowo zbudować medycynę na tym, co zawsze było jej siłą, na współpracy i zaufaniu.
Historia troski nad chorymi. Między doświadczeniem kobiet a etosem wspólnot
Zakony jako instytucje opieki nad chorymi
Chorzy i ubodzy w centrum wspólnotowej troski
Reformacja i narodziny świeckiej opieki nad chorymi
Pielęgniarstwo świeckie
Prof. Marian Klamut jeden z pionierów akademickiego kształcenia pielęgniarek
Filozoficzna refleksja nad obecnością przy chorym