Autorka artykułu: Agnieszka M. Polak
Pierwsze ślady wspólnego życia ludzi i psów sięgają tysięcy lat. Już u dawnych myśliwych i zbieraczy psy pomagały w polowaniach, pilnowały obozowisk i powoli stawały się nie tylko pomocnikami, ale też towarzyszami.
Archeolodzy odkryli groby, w których psy pochowano razem z ludźmi. To znak, że zwierzęta te miały w oczach dawnych społeczności szczególne znaczenie – większe niż tylko użytkowe. Tak było choćby w Europie czy w Ameryce Północnej, gdzie czworonogi towarzyszyły ludziom także w obrzędach.
W starożytnym Egipcie psy wiązano z postacią Anubisa – boga o głowie szakala, strażnika świata zmarłych. Z kolei w Grecji towarzyszyły Asklepiosowi, bogowi medycyny, a wierzenia głosiły, że ich dotyk czy lizanie ran mogło przynieść ulgę w cierpieniu.
Na innych kontynentach psy pełniły rolę zaprzęgowych i jucznych zwierząt, a w surowym klimacie dawały ludziom ciepło i poczucie bezpieczeństwa. Dziś wiemy także, że potrafią wyczuwać ludzkie emocje i reagować na gesty, głos czy mimikę twarzy. To właśnie dlatego więź człowieka z psem, zapoczątkowana tysiące lat temu, pozostaje tak wyjątkowa i trwała.
Relacja człowieka i psa od początku opierała się na wzajemności. Obydwie strony uczyły się cierpliwości, zaufania i odczytywania sygnałów – spojrzeń, ruchów ciała, reakcji. Wysiłek włożony w karmienie i opiekę nad psem mógł rozwijać w ludziach troskę i poczucie odpowiedzialności. Być może właśnie dzięki tej więzi człowiek lepiej rozumiał, czym jest współpraca, lojalność i umiejętność panowania nad gniewem. W wielu dawnych kulturach pies symbolizował wierność i odwagę, co pokazuje, że był postrzegany jako ważny towarzysz życia.
W tradycjach religijnych i filozoficznych empatia wobec zwierząt zajmowała istotne miejsce. Buddyzm podkreśla zasadę współczucia (karuṇā) i niekrzywdzenia (ahimsa). Nie chodzi tylko o współodczuwanie, ale o świadomą decyzję, by nie zadawać cierpienia innym istotom. Piękną ilustracją tej nauki jest scena z filmu „Wiosna, lato, jesień, zima… i wiosna” Kim Ki-duka. Mały mnich dla zabawy krzywdzi zwierzęta, przywiązując do nich kamienie. Gdy umierają, jego nauczyciel każe mu nosić ciężki głaz, dopóki nie zrozumie, że cierpienie, które zadał, pozostanie w jego sercu. To lekcja empatii, która nie opiera się na teorii, lecz na doświadczeniu i odpowiedzialności.
Podobne idee rozwijał chrześcijański święty Franciszek z Asyżu, który postrzegał wszystkie stworzenia jako „młodszych braci i siostry”. W czasach, gdy dominowało przekonanie o nadrzędności człowieka nad światem przyrody, Franciszek podkreślał wartość życia zwierząt i konieczność okazywania im szacunku. Takie duchowe tradycje – obok codziennego doświadczenia ludzi w relacjach ze zwierzętami – mogły przyczyniać się do kształtowania empatii i rozwijania wrażliwości na los innych istot.
Czy to przypadek, że wierność psa stała się jednym z najpiękniejszych archetypów europejskiej kultury? Trudno o inny gatunek, który tak konsekwentnie towarzyszyłby ludziom w chwilach próby. Po trzęsieniach ziemi w Nepalu (2015) czy w Turcji (2023) psy ratownicze wykrywały pod gruzami dziesiątki osób – często tam, gdzie zawodził najnowocześniejszy sprzęt. Motyw odwagi i lojalności psów od wieków inspiruje sztukę, literaturę i film. Ale przede wszystkim zapisał się w prawdziwych historiach, które przeszły do legendy.
Barry – ratownik z Alp
Na przełęczy św. Bernarda w Alpach od średniowiecza działało hospicjum prowadzone przez zakonników. Pielgrzymi zmierzali tędy do Rzymu, a góry bywały bezlitosne. Mnisi hodowali psy – później nazwane bernardynami – które pomagały w poszukiwaniach podróżnych zasypanych przez lawiny. Najsłynniejszym z nich był Barry (1800–1814). Według przekazów uratował ponad 40 osób. Do dziś jego postać jest symbolem górskiego ratownictwa, a zmumifikowane ciało można zobaczyć w muzeum w Bernie.
Balto – bohater z Alaski
Zimą 1925 roku w Nome na Alasce wybuchła epidemia błonicy. Jedyną nadzieją na ratunek była surowica, znajdująca się tysiąc kilometrów dalej, w Anchorage. Statki nie mogły wypłynąć, a samoloty nie radziły sobie w arktycznych warunkach. Rozpoczął się „Wielki Wyścig Miłosierdzia”: ponad 20 maszerów i 150 psów przekazywało sobie ładunek przez lodowe pustkowia. Ostatni etap przypadł Gunnarowi Kaasenowi i jego psu Balto. W nocy, przy temperaturze –40°C i śnieżnej zamieci, zaprzęg dotarł do Nome. Surowica uratowała życie dzieci, a Balto stał się narodowym bohaterem. W Central Parku w Nowym Jorku stoi jego pomnik z napisem: „Wytrwałość · Wierność · Inteligencja”. Historia Balto została zekranizowana w filmie animowanym „Balto” (1995).
Smoky – mała bohaterka z wojny
W 1944 roku amerykańscy żołnierze znaleźli w dżungli Nowej Gwinei suczkę rasy Yorkshire terrier. Ważyła zaledwie dwa kilogramy, ale jej odwaga była ogromna. Smoky towarzyszyła sierżantowi Williamowi Wynne’owi i wielokrotnie ratowała życie jego oddziału. Najsłynniejsza akcja odbyła się na Filipinach: pies przeciągnął kabel telefoniczny przez wąski, 21-metrowy tunel w ruinach lotniska, dzięki czemu udało się przywrócić łączność i uniknąć ofiar. Po wojnie Smoky odwiedzała szpitale wojskowe, podnosząc na duchu rannych. Dziś jest uważana za jednego z pierwszych psów terapeutycznych i ma swoje pomniki w USA.
Historia przyjaźni człowieka i psa nie zawsze była jasna i pełna ciepła. W wielu epokach zwierzęta te traktowano bezwzględnie – jako narzędzie przemocy, kontroli i rozrywki. Już w starożytności psy wykorzystywano w armii rzymskiej i w kulturach Bliskiego Wschodu jako broń przeciwko wrogom. W średniowiecznej i nowożytnej Europie popularną rozrywką były brutalne widowiska – walki psów z niedźwiedziami czy bykami. Te praktyki, przerażające z dzisiejszej perspektywy, dopiero w XIX wieku zostały zakazane pod wpływem idei humanitaryzmu i filozofii Oświecenia. W okresie kolonialnym psy stały się narzędziem terroru. Tropiły zbiegłych niewolników na Karaibach i w południowych stanach USA. W imperiach hiszpańskim i brytyjskim mastify szkolono tak, by zadawały rany i wzbudzały strach – w tzw. „slave patrols” były postrachem ludności zniewolonej. Najtragiczniejsze obrazy pojawiły się jednak w XX wieku. W nazistowskich obozach koncentracyjnych psy były szkolone do atakowania więźniów – relacje ocalałych i fotografie dokumentują ich rolę jako narzędzi terroru. Podobnie w radzieckich łagrach psy pilnowały więźniów podczas pracy i transportów. Podczas II wojny światowej psy wykorzystywali również Japończycy. W jednostce 731, zajmującej się bronią biologiczną i wiwisekcjami, psy stały się częścią jednych z najokrutniejszych eksperymentów wojennych w historii.
Strach przed wścieklizną towarzyszył ludziom od tysięcy lat. Choroba, niemal zawsze kończąca się śmiercią, w wielu społecznościach bywała uznawana za znak obecności złych duchów. Opisy tej tajemniczej przypadłości pojawiają się już w traktatach medycznych Mezopotamii, Egiptu, Indii i Chin. Arystoteles ostrzegał, by unikać kontaktu ze śliną chorego zwierzęcia, a Hipokrates widział w niej wynik „nadmiaru żółci”. Leczenie często było brutalne: wypłukiwanie ran octem, przyżeganie ogniem czy przykładanie rozgrzanych do czerwoności żelaznych kluczy. W średniowieczu chorobie towarzyszyła aura przesądu – wściekłe psy uważano za wcielenie zła, a pogryzionych ludzi izolowano ze strachu przed „szaleństwem”.
Wścieklizna to jedna z najstarszych znanych zoonoz, wywoływana przez wirusa z rodzaju Lyssavirus. Początkowo dotykała prawdopodobnie nietoperzy, a później rozprzestrzeniła się na lisy, wilki, szakale i psy. Wraz z udomowieniem tych ostatnich stała się również problemem ludzi. Choroba pojawiała się tam, gdzie docierały europejskie ekspedycje – na wyspach Pacyfiku czy w Australii. Niektóre kultury próbowały radzić sobie z nią w osobliwy sposób: wkraplano ślinę psa do rany, używano amuletów, a w prawie Hammurabiego już w XVIII w. p.n.e. pojawił się zapis o odpowiedzialności właściciela psa za pogryzienie.
Przełom nastąpił w XIX wieku. Louis Pasteur wraz ze współpracownikami stworzył pierwszą skuteczną szczepionkę. W 1885 roku dziewięcioletni Joseph Meister, pogryziony przez wściekłego psa, otrzymał serię zastrzyków przygotowanych przez Pasteura. Chłopiec przeżył, a historia ta stała się początkiem masowych szczepień i powstania instytutów Pasteura. Od tej chwili walka z wścieklizną nabrała zupełnie nowego wymiaru.
Współcześnie wścieklizna nie stanowi już tak poważnego zagrożenia jak w przeszłości. Niemniej jednak, pomimo prowadzonych w Polsce szczepień ochronnych psów i dzikich zwierząt, każdego roku odnotowuje się kilka przypadków tej choroby.” Problem pozostaje jednak w Azji i Afryce, gdzie brak dostępu do szczepionek wciąż kosztuje życie dziesiątek tysięcy ludzi rocznie. W Ameryce Południowej źródłem zakażeń najczęściej są nietoperze. WHO prowadzi globalny program eliminacji wścieklizny do 2030 roku, choć osiągnięcie tego celu nie jest łatwe.
Historia rozwoju nauk medycznych ma swoją jasną i ciemną stronę. Psy od wieków odgrywały w niej kluczową rolę, niestety często dramatyczną. Już w XVII wieku William Harvey prowadził wiwisekcje psów, aby udowodnić istnienie krążenia krwi i zrozumieć mechanikę pracy serca. W XVIII wieku Stephen Hales mierzył na psach ciśnienie tętnicze, a Luigi Galvani badał przewodnictwo nerwowe i reakcje mięśni na impulsy elektryczne. W XIX stuleciu François Magendie i jego uczeń Claude Bernard eksperymentowali na psach, tworząc podstawy fizjologii i toksykologii. Carl Ludwig analizował mechanizmy krążenia, a Iwan Sieczenow badał odruchy, które dziś stanowią elementarz neurofizjologii.
Przełom przyniosły doświadczenia Iwana Pawłowa nad fizjologią trawienia i odruchami warunkowymi – obrazy psów z dzwonkiem na stałe zapisały się w historii nauki. Ernest Starling i William Bayliss, również na psach, odkryli hormony, a Walter Cannon analizował mechanizmy stresu. Bez tych badań trudno byłoby wyobrazić sobie współczesną endokrynologię czy psychologię.
Z dzisiejszej perspektywy rodzi się jednak pytanie: jak wyglądałaby nauka, gdyby uczeni od początku szukali innych rozwiązań? Historia medycyny pokazuje, że jej postęp w dużej mierze opierał się na cierpieniu zwierząt. Psy stały się niechcianymi ofiarami przełomowych odkryć. Dziś rozwój technologii, od modeli komputerowych po hodowle komórkowe i symulacje in silico, stwarza nadzieję, że cena, jaką zapłaciły zwierzęta, była wysoka, ale przyszłość nauki nie będzie już wymagała ich cierpienia.
W krajach europejskich pies stał się symbolem wsparcia i troski. To nie tylko efekt tysięcy lat wspólnej ewolucji, która ukształtowała cechy psa, ale także zmieniła sposób funkcjonowania ludzi. Dzięki temu czworonogi stały się idealnymi towarzyszami terapeutycznymi – w wymiarze biologicznym i psychospołecznym. Kontakt z psem działa na organizm wielowymiarowo. Głaskanie obniża poziom kortyzolu, czyli hormonu stresu, a jednocześnie podnosi ilość oksytocyny – związku odpowiedzialnego za więź i poczucie spokoju. Relacja z psem zachęca do aktywności fizycznej, daje poczucie bezpieczeństwa i ułatwia kontakt z innymi ludźmi. Równie ważna jest bezwarunkowa akceptacja: psy nie oceniają, dzięki czemu zmniejszają poczucie samotności i poprawiają nastrój.
Badania pokazują, że psy są szczególnie skuteczne w terapii zaburzeń związanych ze stresem i obniżonym nastrojem. Sprawdzają się w pracy z osobami cierpiącymi na depresję, lęki czy zespół stresu pourazowego (PTSD). Ich obecność redukuje napięcie, ułatwia zasypianie i daje poczucie bezpieczeństwa. Psy wspierają także dzieci ze spektrum autyzmu, poprawiając ich zdolność do nawiązywania kontaktów społecznych i obniżając poziom stresu w nowych sytuacjach. W rehabilitacji ruchowej motywują pacjentów do ćwiczeń poprzez spacer, zabawę, wspólną aktywność. Coraz częściej wspierają też osoby starsze, redukując poczucie samotności, obniżając agresję i poprawiając ogólne samopoczucie.
To właśnie połączenie biologicznego działania (redukcja stresu, wzrost oksytocyny) z emocjonalnym wsparciem sprawia, że psy są tak skuteczne w terapii. Nauka na nowo potwierdza to, co ludzie intuicyjnie wiedzieli od dawna – więź z psem może być jedną z najzdrowszych i najbardziej naturalnych form wsparcia.
Już na starożytnych malowidłach greckich i rzymskich widać osoby prowadzone przez psy na smyczach. W średniowieczu osoby niewidome pojawiały się w ikonografii w towarzystwie wiernych czworonogów. Prawdziwy przełom nastąpił jednak dopiero w XX wieku. I wojna światowa pozostawiła tysiące żołnierzy niewidomych wskutek ran i działania broni chemicznej. Potrzeba wsparcia była ogromna.
W 1916 roku w niemieckim Oldenburgu lekarz Gerhard Stalling zauważył niewidomego mężczyznę prowadzonego przez psa. To doświadczenie zainspirowało go do stworzenia pierwszej szkoły dla psów przewodników. Zwierzęta szkolone w Oldenburgu stały się towarzyszami niewidomych weteranów i wzbudziły zainteresowanie na całym świecie. Historię niemieckiej szkoły opisała w 1927 roku amerykańska kynolożka Dorothy Harrison Eustis. Jej artykuł w "The Saturday Evening Post" przeczytał Morris Frank, młody niewidomy z USA. Skontaktował się z Eustis i dzięki jej wsparciu powstała w 1929 roku w Morristown (New Jersey) organizacja The Seeing Eye – pierwsza szkoła psów przewodników w Stanach Zjednoczonych. Morris Frank i jego pies Buddy stali się symbolem walki o niezależność osób niewidomych.
Aby zostać przewodnikiem, pies musi spełniać szczególne wymagania. Liczy się inteligencja, stabilność emocjonalna, zdolność koncentracji i gotowość do współpracy z człowiekiem. Najczęściej wybierane rasy to labradory, golden retrievery i owczarki niemieckie. Proces szkolenia trwa kilkanaście miesięcy i obejmuje naukę komend, pracę w różnych warunkach oraz adaptację do środowiska miejskiego. W wielu krajach psy przewodniki mają zagwarantowane prawo wstępu do przestrzeni publicznej – sklepów, restauracji, środków transportu. Dzięki temu osoby z niepełnosprawnością wzroku mogą swobodniej uczestniczyć w życiu społecznym. To nie tylko pomoc praktyczna, ale też wyjątkowa więź, pies przewodnik staje się lojalnym towarzyszem i partnerem w codziennym życiu.
Dzięki psom przewodnikom osoby niewidome zyskują coś bezcennego: mobilność, niezależność i poczucie bezpieczeństwa.
Bezpieczna turystyka górska jako element profilaktyki. Rozmowa z przewodniczką Anną Śliwą
Przestrzeń jako czynnik zdrowia publicznego: od miast-ogrodów do orlików i ścieżek rowerowych
Zdrowie i szczęście: od marzenia do codziennej praktyki medycznej