Z Profesorem Robertem Rejdakiem rozmawia Agnieszka M. Polak
To dla mnie symbol ciągłości i zakorzenienia. W medycynie nie można odcinać się od przeszłości, bo to ona uczy nas, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Moi mistrzowie, profesorowie Jerzy Toczołowski czy Zbigniew Zagórski, pokazali mi, że zawód lekarza nie sprowadza się wyłącznie do techniki i procedur, ale obejmuje również postawę wobec człowieka. Odtworzony gabinet prof. Tadeusza Krwawicza i portrety moich nauczycieli w moim gabinecie są wyrazem tej wdzięczności. To nie tylko wspomnienie, ale i punkt odniesienia, przypomnienie, że nasza praca wyrasta z dorobku poprzednich pokoleń i że mamy obowiązek rozwijać ją dalej. Relacja uczeń–mistrz to dla mnie istotny wymiar etosu lekarskiego. Nie da się nauczyć zawodu tylko z książek czy artykułów, najważniejsze rzeczy przekazuje się w pracy ramię w ramię, w rozmowie, w obserwowaniu decyzji podejmowanych wobec pacjentów. To odpowiedzialność, którą mistrz bierze za ucznia, a uczeń później przenosi ją dalej, wobec kolejnych lekarzy i pacjentów.
Dla mnie etos lekarza to przede wszystkim odpowiedzialność wobec pacjenta i solidarność z drugim człowiekiem. Zasada ‘przede wszystkim nie szkodzić’ pozostaje fundamentem, ale dziś to za mało. Współczesny lekarz nie może być tylko biernym wykonawcą procedur, musi aktywnie szukać rozwiązań, które dają pacjentowi realną szansę na lepsze życie. To oznacza ciągłe uczenie się, wprowadzanie nowych technologii, otwieranie się na interdyscyplinarne badania i współpracę międzynarodową. Dlatego nie ograniczam się wyłącznie do operacji czy badań klinicznych, równie ważne są dla mnie tworzenie nowoczesnych warunków pracy w klinice, rozwijanie telemedycyny, czy angażowanie się w projekty edukacyjne. W tym sensie etos to nie tylko kodeks moralny, ale też zobowiązanie do nieustannego rozwoju i szukania nowych dróg w medycynie.
Od początku miałem poczucie, że okulistyka nie powinna ograniczać się tylko do chirurgii czy korekcji wad wzroku. Oko jest częścią układu nerwowego, a jego choroby często mają charakter neurodegeneracyjny. Dlatego naturalnym krokiem było dla mnie zajęcie się badaniami nad biomarkerami uszkodzeń siatkówki, mechanizmami stresu metabolicznego czy neurotoksyczności. Chciałem przesunąć ciężar z samej interwencji chirurgicznej na wcześniejsze etapy choroby, szukać sposobów ochrony komórek nerwowych, zanim zostaną nieodwracalnie uszkodzone. Na początku mojej drogi zawodowej, pod koniec lat 90., spojrzenie na oko jako część układu nerwowego należało jeszcze do rzadkości. Dominowała perspektywa chirurgiczna, skupienie na zabiegu i jego technice. Dziś widać wyraźnie, że bez uwzględnienia procesów neurodegeneracyjnych trudno mówić o skutecznym leczeniu chorób siatkówki. To doświadczenie nauczyło mnie, że przyszłość medycyny nie polega tylko na naprawianiu skutków choroby, ale na wczesnym rozpoznaniu i zrozumieniu mechanizmów, które do niej prowadzą. Dopiero wtedy można naprawdę mówić o zapobieganiu.
Staże zagraniczne to była dla mnie szkoła warsztatu, ale także otwartości. Dzięki stypendiom programów takich jak Marie Skłodowska-Curie czy FORTÜNE mogłem prowadzić własne badania, korzystać z nowoczesnej infrastruktury i współpracować z najlepszymi. To doświadczenie pokazało mi, że medycyna jest siecią międzynarodową, wiedza i technika nie mają granic. W Erlangen miałem okazję uczyć się zarówno od prof. Gottfrieda Naumanna, wieloletniego kierownika tamtejszej kliniki, jak i od jego bliskiego współpracownika, prof. Anselma Jünemanna. Zdobywałem doświadczenie, które później zaowocowało wspólnymi publikacjami m.in. z prof. Friedrichem Kruse czy prof. Ursulą Schlötzer-Schrehardt. W Tübingen, pod kierunkiem prof. Eberharta Zrennera, zajmowałem się neurookulistyką i biomarkerami degeneracji siatkówki. Z kolei we Frankfurcie uczestniczyłem w kursach chirurgii witreoretinalnej prowadzonych przez prof. Franka H. Kocha i prof. Clausa Eckardta. Każdy z tych etapów dawał mi inne spojrzenie i konkretne umiejętności, które starałem się później przenieść do Lublina.
Od kilku lat rozwijamy współpracę z ośrodkami okulistycznymi w Uzbekistanie. Kluczową postacią jest prof. Azamat Yusupov, krajowy konsultant w dziedzinie okulistyki i doradca tamtejszego ministerstwa zdrowia. Z jego inicjatywy zostałem wyróżniony tytułem doktora honoris causa Narodowego Centrum Mikrochirurgii Oka w Taszkencie. To wyróżnienie traktuję przede wszystkim jako znak zaufania i dowód, że standardy wypracowywane w Lublinie są zgodne z tym, co uznaje się za wartościowe w światowej okulistyce. Najważniejsze są jednak wspólne wykłady, kursy i projekty badawcze, dzięki którym możemy wymieniać doświadczenia i wspólnie podnosić poziom opieki nad pacjentami.
To była naturalna konsekwencja moich wcześniejszych kontaktów międzynarodowych i wieloletniej współpracy z główną siedzibą ESASO w Lugano. Wiedziałem, jak ważne jest praktyczne szkolenie w chirurgii oka i jak bardzo brakowało w Polsce miejsca, gdzie młodzi lekarze mogliby uczyć się w takim systemie. Program ESASO w Szwajcarii był świetnie zorganizowany, więc pomysł wydawał się oczywisty, przenieść go do Lublina i otworzyć dla lekarzy z Polski i Europy Środkowo-Wschodniej. Dzięki temu mogliśmy transmitować operacje na żywo, organizować kursy i oferować stypendia. Największą wartością było to, że młodzi specjaliści nie musieli od razu wyjeżdżać na kosztowne staże zagraniczne, lecz mogli zdobywać wiedzę i doświadczenie tutaj, we własnym środowisku, ucząc się od międzynarodowych ekspertów.
To był moment, w którym etos lekarski został wystawiony na próbę. Z dnia na dzień nasza klinika stała się ośrodkiem referencyjnym dla rannych cywilów z Ukrainy. Operowaliśmy dzieci, dorosłych, całe rodziny. Równolegle wspieraliśmy lekarzy ukraińskich, przekazując sprzęt, materiały, prowadząc szkolenia online. Uratowane oczy pacjentów, przywrócony wzrok – to były chwile, które potwierdzały sens naszej pracy. Dla mnie osobiście było to doświadczenie solidarności, dowód, że medycyna naprawdę nie zna granic i że lekarz nie może pozostawać obojętny wobec cierpienia. Cały zespół włączył się w te działania, a ich naturalną kontynuacją jest dziś projekt „MOSTY ZDROWIA: Tworzenie transgranicznej telemedycznej platformy diagnostyczno – terapeutycznej dla lekarzy i pacjentów”, w ramach którego szkolimy lekarzy z Ukrainy.
Dla mnie ta nominacja jest przede wszystkim potwierdzeniem, że droga, którą wybrałem, łączenie pracy klinicznej, badań naukowych i współpracy międzynarodowej, ma sens i jest dostrzegana w świecie. To dowód, że można budować nowoczesną okulistykę nie tylko w największych ośrodkach, ale także tutaj, w Lublinie. Równie ważny jest jednak wymiar środowiskowy: ta nominacja pokazuje, że polska okulistyka ma swoje miejsce w globalnej debacie i może współtworzyć kierunki jej rozwoju. To sygnał dla młodych lekarzy i badaczy, że nie muszą wyjeżdżać, aby się rozwijać, mogą działać lokalnie, a jednocześnie być częścią światowej wymiany wiedzy i doświadczeń.
Okobus to mobilna klinika, zamiast czekać, aż pacjent przyjedzie do okulisty, to lekarz jedzie do pacjenta. W Polsce na cukrzycę choruje około trzech milionów osób, a powikłania oczne, takie jak retinopatia cukrzycowa, są jedną z głównych przyczyn utraty wzroku u dorosłych. Skuteczność leczenia zależy od wczesnego wykrycia zmian, a w wielu miejscach dostęp do okulisty jest utrudniony. Dzięki mobilnej diagnostyce możemy wykonywać badania w małych miejscowościach, bez konieczności kierowania pacjentów do dużych ośrodków.
Okobus działa w oparciu o telemedycynę i sztuczną inteligencję: obrazy dna oka są przesyłane do specjalistów, którzy oceniają, czy pacjent wymaga pilnej interwencji. To nie zastępuje pełnego badania okulistycznego, ale znacząco zwiększa szansę na wczesne wykrycie powikłań cukrzycy i skierowanie chorego we właściwym czasie.
Dla mnie to myślenie bliskie profesorowi Tadeuszowi Krwawiczowi: on walczył ze ślepotą, tworząc techniki operacyjne dostępne dla szerokiej grupy pacjentów. My staramy się robić to samo, tylko innymi środkami, mobilnie i z użyciem telemedycyny. Myślę, że takie projekty mogą w przyszłości stać się ważnym elementem systemu ochrony zdrowia, nie tylko w okulistyce, ale i w innych dziedzinach, w których profilaktyka i szybka diagnostyka są kluczowe.
Okobus nie jest jednak wizją przyszłości, ale narzędziem dostępnym już dziś, które realnie wyrównują szanse zdrowotne, niezależnie od tego, gdzie ktoś mieszka.
Marzę o tym, żebyśmy kiedyś mówili nie o walce ze ślepotą, ale o jej historii. To znaczy by choroby, które dziś prowadzą do utraty wzroku, były skutecznie leczone i należały do przeszłości. Ale okulistyka to nie tylko technologie i przełomy medyczne. To także proces kształcenia naukowców i lekarzy. Za każdym profesorem stoją uczniowie i następcy, to ciągłość akademicka, bez której nie byłoby postępu.
Kiedy patrzę na Profesor Annę Matysik, profesor Katarzynę Nowomiejską czy doktora habilitowanego Tomasza Chorągiewicza, widzę nie tylko tytuły naukowe, ale przede wszystkim relacje i wzajemny rozwój wynikający ze wspólnej pracy. Ograniczam się tylko do trzech osób, ale takich przykładów w naszej Katedrze i klinice jest więcej. To pracownicy akademiccy i szpitalni, którzy codziennie łączą naukę z praktyką. Właśnie te dobre relacje i współpraca są fundamentem przyszłości okulistyki – i medycyny w ogóle.
Dziękuję za rozmowę.