Autor tekstu: Prof. dr hab. Andrzej Nestorowicz
Kto dziś w Polsce nie słyszał o Szczebrzeszynie? Dla jednych to piękny zakątek lubelskiego Roztocza z jego niepowtarzalną przyrodą, dla innych tradycyjne miejsce spotkań wielbicieli języka polskiego, dla wszystkich – siedlisko chrząszcza ze słynnej rymowanki Jana Brzechwy.
Natomiast rzadko kto kojarzy to miejsce z ważnym historycznym wydarzeniem sprzed niemal 180 lat. By je opisać, przywołania wymaga pewien fakt medyczny, jaki miał miejsce w Bostonie w 1846 roku. W tym mieście, 16 października 1846 roku, przeprowadzono pierwszą na świecie udaną publiczną demonstrację operacji chirurgicznej w znieczuleniu ogólnym z użyciem eteru. Było to wydarzenie bez precedensu: od tego momentu chorzy poddawani, zabiegom zostali w całości uwolnieni od bólu śródoperacyjnego, co dotychczas uważano za niemożliwe („Uniknięcie bólu w chirurgii jest złudą, której obecnie nie można ulegać” – twierdził w 1839 roku słynny francuski chirurg Alfred Velpeau). O skali przełomu świadczy szybkość, z jaką nową metodę przyjęto: w USA zaczęto ją stosować po kilku tygodniach, a w ciągu kilku kolejnych miesięcy dotarła do najważniejszych ośrodków chirurgicznych na świecie.
W Europie eter zastosowano po raz pierwszy 21–22 grudnia 1846 r., kolejno w Londynie i w Paryżu, a w styczniu 1847 r. także w Wiedniu. W Polsce to samo miało miejsce 6 lutego 1847 roku w Krakowie, a dwa tygodnie później w Warszawie. Warto przy tym zauważyć, że wymienione ośrodki medyczne, w których zaczęto stosować znieczulenie ogólne to były szpitale uniwersyteckie, co wydaje się dziś mieć swoje oczywiste uzasadnienie. Tymczasem wszelkie korzyści znieczulenia ogólnego były tak spektakularne, że bardzo szybko zaczęło być ono stosowane wszędzie, między innymi w małym prywatnym szpitalu ordynacji Zamojskiej.
Szpital św. Katarzyny w Szczebrzeszynie powstał w 1812 roku w dawnym budynku klasztoru franciszkanów. W roku tym siostry zakonne pod wezwaniem św. Wincentego a Paulo ze szpitala Sióstr Miłosierdzia w Zamościu obawiając się oblężenia twierdzy nie chciały pozostawać w Zamościu i wyjednały u ówczesnego ordynatora zgodę na przeniesienie się wraz ze szpitalem do Szczebrzeszyna do budynku poklasztornego franciszkanów, pozostałego po skasowaniu tego zakonu. W 1845 roku Andrzej Artur hrabia Zamoyski przebudował i powiększył szpital dzięki czemu placówka ta otrzymała trzy duże sale. W budynku zorganizowano też dom schronienia (ochronkę) dla ubogich i kalek.
Trzy lata później, dnia 6 kwietnia 1847 roku, w tym prowincjonalnym szpitalu, naczelny lekarz ordynacji Zamoyskiej – dr Tadeusz Wieniawski – wykonał po raz pierwszy zabieg chirurgiczny w znieczuleniu ogólnym. Tym samym jemu właśnie należy przypisać pierwszeństwo we wprowadzeniu „narkozy” do praktyki lekarskiej na terenie szeroko pojętej Lubelszczyzny. A szczegóły tego zabiegu, dotyczące operacji przedramienia, opisane przez jego autora, były następujące:
„Amputacja przedramienia z powodu zamartwiałości wszystkich kości ręki i kosteczek stawowych (Necrosis). Była to wieśniaczka lat 27, nader łagodnego temperamentu, czuła, bogobojna, przed przystąpieniem do operacji wznosząca modły o ulgę cierpień i pomyślny skutek. Było to pierwsze indywiduum, do którego z tym nowym środkiem z drżącą ręką przystąpiłem, choć już pisma lekarskie i publiczne od kilku miesięcy w drobnych szczegółach zbawienne w skutki powtarzały. Ośmielony obecnością dwóch kolegów z okolicy, pp. Lincharda i Racewicza oraz aptekarza miejscowego i kilku osób prywatnych ciekawością zdjętych, po wyegzaminowaniu dokładnym organów oddechowych za pomocą znaków fizycznych, przystąpiliśmy do eteryzacji. Przyrząd użyty ku temu celowi był nader prosty: w pęcherz mający przystosowaną rurkę mosiężną z kruczkiem wlano dwie uncje eteru, a pęcherz nadęty powietrzem zanurzono w naczynie z ciepłą wodą do prędszego ulotnienia, rurkę włożono w usta szczelnie zamknąwszy wszelką komunikację z powietrzem zewnętrznym. Zrazu przez pierwszą minutę chora wdychała, w następnej minucie okazała się jakaś niespokojność, szamotanie się silne; czucie w tej chwili jeszcze istniało, słuch i wzrok były jeszcze czynne. Po trzech minutach słuch przytępiał, oko choć otwarte było nieruchome i nieczułe na zewnętrzne wrażenia, puls od początku wdychania przyśpieszony, oddech raz głęboki, drugi raz płytki, jak to bywa przy konaniu twarz sinieć zaczęła, ręce opadły i czucie po czterech minutach zostało zupełnie przytłumione, chora nie czuła szczypania pincetą po nogach, po rękach ani po twarzy. Przystąpiono więc do operacji, która we wszystkich szczegółach bez wiedzy chorej trwała dziesięć minut; dopiero przy zbliżeniu płatów dla opatrunku obudziła się wydając głębokie westchnienie, a oglądając się dookoła wyrzekła: „o! Dla Boga, gdzież ja byłam?” I znowu zasypiając prosiła aby jej nie budzić. Po opatrzeniu wniesiono chorą na świeże powietrze do ogrodu i tam dopiero uspokoiwszy się ujrzała, że ręki nie ma, przepraszała za niewiarę moim zapewnieniom, iż bólu czuć nie będzie … Przez parę godzin zostawała w ogrodzie pod cieniem drzewa…”
Działo się to w niewielkim lokalnym szpitalu, niecałe pół roku od pierwszego podania eteru w Bostonie i niemal w tym samym czasie co w ówczesnych europejskich renomowanych ośrodkach medycznych. Odkrycie, że istnieje sposób by operacja chirurgiczna przestała być nie tylko symbolem niewyobrażalnego bólu ale i zabiegiem zagrażającym życiu, było wszechmocne niezależnie od miejsca i okoliczności. Znajomość zbawiennych skutków oddychania parami eteru błyskawicznie stała się własnością całych społeczeństw, niezależnie od pochodzenia, co potwierdza notatka dra Wieniawskiego: „Kilka doświadczeń robionych w naszym zakładzie, czy też sama pogłoska między ludem interesowanym sprawiły, że prosty kmiotek przybywszy ostatniemi czasy do mnie, a mający od maszyny pogruchotaną rękę, gdy mu przedstawiłem potrzebę amputacyi, prosił, aby mu dać powąchać tego lekarstwa od którego bólu przy cięciu nożem wcale się nie czuje, że on o tem na wsi od sąsiadów słyszał.”
Wziewne znieczulenie ogólne z użyciem eteru zaczęto wykorzystywać coraz szerzej, nie znając do końca wszystkich właściwości tego związku, bez niezbędnego sprzętu medycznego i bez wiedzy o praktycznych aspektach jego stosowania. Rozprzestrzenianiu się tej metody postępowania sprzyjał fakt, że eter był nadzwyczaj bezpiecznym środkiem, posiadał bowiem szeroki margines bezpieczeństwa (inaczej niż jego ówczesny rywal – chloroform) i z tego powodu stosowano go na całym świecie przez kolejne niemal 150 lat.
Doktor Tadeusz Wieniawski większość swego życia spędził w Szczebrzeszynie i na Lubelszczyźnie. Urodził się w Wieniawie, przedmieściu Lublina w 1798 roku w rodzinie żydowskiej (Helman). Studia medyczne na wydziale lekarskim odbył w Warszawie, gdzie w 1825 roku uzyskał tytuł magistra medycyny, a rok później chirurgii oraz filozofii. Po krótkim okresie pracy w Warszawie, w 1828 roku przeniósł się do Lublina, gdzie zaczął praktykować jako lekarz. W tym samym roku otrzymał chrzest rzymsko-katolicki i przyjął nazwisko od miejsca swego urodzenia. Brał udział w powstaniu listopadowym, a po jego upadku przeszedł granicę pruską i zorganizował szpital dla rannych powstańców, którymi się opiekował. Po amnestii w 1832 roku powrócił do kraju i podjął pracę w Szczebrzeszynie i Lublinie.
Sporo publikował, szczególnie podczas pobytu w ordynacji Zamoyskiej, między innymi na temat febry zimowej, ślepoty po tyfusie, suchot płucnych czy też skuteczności kreozotu. Nie omieszkał też pisać o szczególnych aspektach znieczulenia eterowego, np. na temat rzekomych marzeń sennych w czasie jego trwania: „Temperament burzliwy rozwija się w siłę i namiętność, a myśl przed marzeniem żywiona, powtarza się, lecz w olbrzymie wzrosła postacie. Duch pokorny poddaje się z uległością eteryzowaniu, a myśl jego wznosi się do nieba…. Bezmyślny…po przebudzeniu nic powiedzieć nie umie o biegu swych myśli w czasie opojenia eterem”.
Tadeusz Wieniawski był dwukrotnie żonaty. Z pierwszą – Ewą Lanckorońską miał jednego syna, też Tadeusza, też lekarza, z drugą – Reginą Wolff synów spłodził pięciu. Jeden z nich – Henryk Wieniawski – to światowej sławy wirtuoz skrzypiec, kompozytor i pedagog.
Doktor Tadeusz Wieniawski zmarł w 1884 roku w Warszawie.
Współczesny mu chirurg warszawski Franciszek Groer tak odniósł się do wprowadzenia na sale operacyjne znieczulenia ogólnego: ” I w rzeczy samej, odjęcie bólu choremu na krwawą operacyę skazanemu, nie mogło być obojętnem dla powszechności, bo jak z jednej strony stawało się dobrodziejstwem dla mającego być operowanym i zachętą do poddania się operacyi, tak z drugiej strony znakomicie wpływać mogło na wydoskonalenie i uproszczenie działań chirurgicznych, kiedy operującemu ani krzyk chorego, ani jego niespokojność na przeszkodzie w działaniu nie stawała”.