Dr hab. n. med. Karol Rawicz-Pruszyński, prof. Uniwersytetu Medycznego w Lublinie: Faktycznie ten dynamiczny rozwój technik robotowych potrafi troszeczkę nastręczyć nerwów czy wątpliwości. Wszelkiego rodzaju podszyte emocjami doniesienia o powikłaniach, o tym, że robot „zabił człowieka na skutek powikłań”. To musi robić wrażenie, ale jak zwykle prawda leży gdzieś pośrodku. Niewątpliwie dynamika, którą obserwujemy na rynku chirurgii robotów w Polsce, jest niebywała. Zaskakująca jest nie tylko dla nas, ale tak naprawdę dla całego świata zachodniego. Muszę przyznać, że to, co bardzo też zdumiewa naszych partnerów zachodnich, to fakt przyrostu instalacji robotycznych w jednostkach szpitalnych, w niektórych sięgający nawet 50 procent. Jeśli w roku 2022 liczba ośrodków, które wykonywały operacje robotowe z zakresu chirurgii jelita grubego wynosiła około 10, tak teraz już sięga 40. To na pewno jest imponujący wzrost, natomiast powinna iść za nim także swojego rodzaju ewaluacja. A za nią z kolei powinna iść jakość. Staram się to podkreślać za każdym razem i przy każdej sposobności. Jeżeli nie zainwestujemy w odpowiednie szkolenie chirurgów z zakresu chirurgii robotowej, jeżeli nie zainwestujemy w rejestry, które pozwolą monitorować skutki krótko- i długoterminowe takich operacji, to nigdy nie zrobimy kroku do przodu w kontekście np. onkologii. Musimy pamiętać, że leczenie chorych na nowotwory złośliwe, współcześnie jest leczeniem skojarzonym. Pracujemy jako zespół nad tym, żeby chory już w momencie rozpoznania i planowania całej ścieżki diagnostyczno - terapeutycznej został zaopiekowany w sposób holistyczny i, co oczywiste, profesjonalny. Nie unikniemy nowoczesnych technologii, nie unikniemy dyskusji na temat roli sztucznej inteligencji, czy telemedycyny we współczesnej onkologii, ale musimy to robić w sposób uporządkowany i skoordynowany.
Nie, nie jesteśmy jeszcze jako społeczeństwo pod kątem kulturowym, ale też administracyjnym, cyfrowym, przygotowani na tego typu rozwiązania. Niemniej na pewno jest to przed nami.
Liczba nowych instalacji robotowych, czy doniesienia mówiące o tym, że sztuczna inteligencja opisuje zdjęcia rentgenowskie i robi to, o zgrozo, zamiast lekarza. I co teraz? Musimy się w tym odnaleźć i to zaakceptować. To przenika już do świadomości społecznej. Oczywiście jest to pewnego rodzaju rewolucja. Są to nowoczesne narzędzia, które mogą nam zoptymalizować naszą pracę, ale my też musimy wiedzieć, jak z tych narzędzi korzystać. Do czego zmierzam? Przykład, typowo chirurgiczny: jeżeli dany operator nie ma doświadczenia w wykonaniu operacji, np. z zakresu chirurgii jelita grubego, to czy będzie do samego tak zwanego ogniska pierwotnego podchodził metodą klasyczną, czyli cięciem tak zwanej laparotomii? Czy będzie próbował zoperować tę zmianę laparoskopowo, czy w końcu robotowo? A może stwierdzi, że zrobi tę operację za niego cudowna maszyna? Nie! Niestety musimy mieć świadomość, że nowoczesne technologie w żadnym stopniu nie zminimalizują, czy nawet nie wymarzą naszych pewnych braków teoretycznych i praktycznych. Jako osoba, która miała styczność z systemami robotycznymi mogę stwierdzić, że wręcz przeciwnie - wyeksponują te braki.

Dr hab. n. med. Karol Rawicz-Pruszyński, prof. Uniwersytetu Medycznego w Lublinie (źródło: archiwum prywatne, zdjęcie przekazane przez dr hab. n. med. Karola Rawicza-Pruszyńskiego)
Nie, myślę, że absolutnie nie ma takiej możliwości. Proces kształcenia i zakres naszych działań, pod kątem tak zwanych efektów kształcenia, powinien dynamicznie podążać za tym, co dzieje się w trendach medycznych i społecznych. Oczywistym jest, że obserwowane są pewne różnice kulturowe. Np. w naszym Uniwersytecie mamy grono studentów anglojęzycznych, zarówno z Zachodu, jak i ze Wschodu. Ale co oczywiste, mamy duże grono doświadczonych specjalistów. Jest to pokolenie chirurgów, którego obecnie średnia wieku wynosi około 60 lat. To pokolenie, które wychowywało się w innych wartościach niż pokolenie dzisiejsze. Obecnie na szkolenia z zakresu chirurgii ogólnej, czy jakiejkolwiek innej chirurgii, niestety chętnych jest coraz mniej. Naszą rolą jest pokazanie, że nowoczesne technologie rzeczywiście są ciekawe, faktycznie pozwalają na bardzo wiele.
Podam przykład z naszej codzienności. Pokazujemy studentom, jak przy użyciu barwnika zieleni indukcji anionowej nagle jesteśmy w stanie określić stopień ukrwienia jelita grubego, tuż przed, np. wykonaniem zespolenia. A to wszystko robimy jednym przyciskiem, podczas używania robota Da Vinci. Robimy kontrast i widzimy dokładnie, gdzie to ukrwienie występuje. Na takich zajęciach widzę, jak nagle zapalają się świeczki w oczach studentów i jest "WOW!". Później otrzymuję mail od pracowników naszej uczelni, mówiący, że syn był na zajęciach i jest po prostu tak podekscytowany, że koniecznie chce zostać chirurgiem. To są piękne akcenty, piękne momenty, ale impulsy, a my musimy mieć pewność, że ten bodziec będzie stały, że będziemy mieć rozwiązania systemowe.
Te rozwiązania muszą zostać wdrożone począwszy od momentu studiów, gdzie będziemy w sposób skoordynowany pokazywać studentom, jak należy korzystać w sposób bezpieczny z tego typu technik. Najprostszym rozwiązaniem, ale niestety kosztującym mimo wszystko kilka milionów złotych, jest wstawienie drugiej konsoli, tak jak się to odbywa w modelu zachodnim. Dlaczego jest to rozwiązanie dobre? Przedstawię to obrazowo. W każdym momencie operator może przełączać tak, jak się przełączamy czasami na PlayStation, grając chociażby w piłkę nożną między zawodnikami czy między drużyną. Tutaj, jeżeli chirurg widzi, że dany moment zabiegu jest bezpieczny, że w żadnym przypadku student krzywdy nie zrobi, że jest pod nadzorem operatora głównego, może oddać narzędzie w ręce studenta. Niech ten student poczuje jak to jest. Wtedy tak naprawdę będzie w stanie zobaczyć, jak współczesna chirurgia wygląda, a przede wszystkim, że to wcale nie robot tutaj operuje. On jedynie podąża za naszymi ruchami.
Praktycznie co miesiąc mamy możliwość skorzystania z coraz to nowszych modeli językowych, które są najbardziej powszechne w użytkowaniu sztucznej inteligencji. Musimy mieć świadomość, że wszelkiego rodzaju analizy wykorzystujące sztuczną inteligencję, czy w radiologii, czy ogólnie w obrazowaniu tak naprawdę zwiększają czułość i dwoistość danego badania. Jednak zawsze to rolą lekarza będzie weryfikacja, czy ta ocena nie zawiera w sobie artefaktu, czy chory na pewno był dobrze ułożony do danego zdjęcia rentgenowskiego czy wykonania tomografii. Analizowane są nieoczywistości, które bardzo często występują chociażby u nas, w województwie lubelskim, gdzie mamy do czynienia z wieloma różnymi czynnikami socjoekonomicznymi. Czasami wiele zależy od osobowości pacjenta, jego stanu świadomości. Zdarza się przecież, że chory tak naprawdę nie wie, po co znalazł się w pracowni medycznej, po co ma wykonywane badanie. Sytuacją normalną jest, że pewne rzeczy dzieją się same, zwłaszcza w obliczu jakiegoś rozpoznania. Nierzadko to wnuczek czy wnuczka z troski prowadzą chorego na badania. To są czynniki bardzo ważne, które póki co, sztuczna inteligencja pomija. Nie bierze pod uwagę, że coś takiego może się wydarzyć. Dlatego bardzo ważne jest to, żeby gromadzić dane, w tym obrazowe, w sposób skoordynowany i uporządkowany. Im więcej będziemy mieć danych zbliżonych do siebie: chory czy chora stanęli w tej samej pozycji, zdjęcie zostało zrobione tym samym aparatem, w tej samej rozdzielczości, ocenia je ten sam lekarz, tym lepiej. To wszystko powoduje, że pożywka dla budowania modeli sztucznej inteligencji będzie tak, jak żywność nieprzetworzona - czysta, i tylko wtedy możemy mieć nadzieję na to, że dany model sztucznej inteligencji czy uczenia maszynowego będzie tak naprawdę adekwatny. Wymaga to zaawansowania całego systemu, w tym staranności i odpowiedzialności ludzkiej. Nikt by nie chciał, żeby w wyniku uchybień dane odbiegały od tych rzeczywistych. Porównanie do jakości odżywiania jest uzasadnione. Jeśli damy fast food jako pożywkę danemu modelowi, to wyniki, które on nam ukaże, będą tak jak efekt spożywania w nadmiernych ilościach pustych kalorii. Te dane też będą puste.

Dr hab. n. med. Karol Rawicz-Pruszyński, prof. Uniwersytetu Medycznego w Lublinie (źródło: archiwum prywatne, zdjęcie przekazane przez dr hab. n. med. Karola Rawicza-Pruszyńskiego)
No tu wchodzimy w pewien zakres etyki, o której też musimy rozmawiać w obliczu nowoczesnych technologii. Myślę, że tak naprawdę, musimy wejść na poziom takiej ogólnej świadomości, również wśród lekarzy czy całego personelu systemu ochrony zdrowia, żeby móc w ogóle mówić o sprawach tak istotnych i poważnych jak etyka zawodowa. Jeżeli ktoś jest klarownym w swym postępowaniu i podchodzi do swojego zawodu w sposób uczciwy i odpowiedzialny, to nie będzie kombinował, że sztuczna inteligencja go w czymś wyręczyła. Jeżeli ktoś ma podskórnie tendencję do drogi na skróty, to zawsze gdzieś tam jest niebezpieczeństwo, że będzie podążał tą ścieżką.
Absolutnie nie! Ten przysłowiowy pociąg już odjechał. Próbujmy więc mimo wszystko znaleźć wagon, w którym usiądziemy wygodnie i będziemy mogli podziwiać krajobraz za oknem. Nie stójmy na peronie i nie czekajmy na informację z głośników, że kolejny pociąg zalicza, jak to zwykle bywa, opóźnienie.
Rozmawiał dr Wojciech Brakowiecki